To jest ten epilog. Przepraszam, że taki krótki, ale nie miałam pomysłu. Jeszcze raz dziękuję tym którzy czytali to opowiadanie <3
Epilog
24.06.1990 rok
Los Angeles
Axl
Wybiła dwunasta, czarna
limuzyna podjechała pod kościół. W jej środku siedziało czwórka mężczyzn w
garniturach. Wysiedli z samochodu, otworzyli tylne drzwi i wynieśli ją, moją
kochaną Erin w drewnianej trumnie. Nic już do mnie nie docierało, każdy coś do
mnie mówił, coś ode mnie chciał, a ja chciałem tylko iść do domu i zastać w nim
Erin razem z Paris. Uśmiechniętą Erin, która próbowała na siłę nakarmić naszą córeczkę jakimiś warzywami czy owocami. Taką ją zapamiętałem i taką kochałem i
nadal kocham i nigdy nie przestane.
Nadal nie mogę uwierzyć
w to co się stało, jeszcze cztery dni temu marudziła, że nie zrobiłem zakupów
na sobotę, a dzisiaj jest piątek, a zakupów nadal nie ma i jej też.
Była dla mnie całym
światem, pamiętam jak ją poznałem, a Slash się ze mnie śmiał, że na taką laskę
to sobie mogę popatrzeć i to tylko z daleka, a jednak się udało została moją
żoną i matką mojego dziecka. Czy była spełnioną kobietą, czy osiągnęła w życiu
co chciała i czy spełniła swoje marzenia ? Już nigdy nie zobaczę jak się śmieje
i uśmiecha jak się na mnie wydziera i złości. Już nigdy jej nie przytulę, nie
poczuje smaku jej delikatnych ust.Już nigdy jej nie powiem „ Kochanie obiecuje,
że dzisiaj ze Slashem nie wypije dużo” , a ona na to odpowiadała ciężkim
westchnięciem i delikatnym uśmiechem który mówił „ Mam nadzieje Rose, mam taką
nadzieje”. Patrzę się teraz w jeden punkt ktoś macha mi ręką przed twarzą,
włączam się do świata i spojrzałam na Amy, która zaczęła coś do mnie krzyczeć.
- Axl ! Axl ! Już pora choć. –wstałem
niechętnie, wziąłem Paris na ręce i weszliśmy do kościoła. Nagle wszystkie
spojrzenia tych ludzi utkwiły na mnie i mojej małej bezbronnej kruszynce.
Usiadłem w ławce koło, załamanego Slasha który nie doszedł do siebie po stracie
Maggi.Posadziłem sobie Paris na kolanach, a on od razu zaczęła się bawić
włosami Hudsona.
- Zebraliśmy się tutaj, aby pożegnać
Erin Rose wspaniałą przyjaciółkę, żonę, a także matkę! – nie mogłem już dłużej
tego słuchać on zaczął dopiero mówić, a ja już wysiadałem to wszystko tak
bolało to kurwa tak boli, że dłużej już nie wytrzymam. Wziąłem mała z powrotem
na ręce i szybkim krokiem wyszłem z kościoła, skupiając na sobie spojrzenia
wszystkich.
Otworzyłem drzwi i zrobiło mi się słabo, o
mało co nie upuściłem Paris, która nawet nie zdawała sobie sprawy co się
dzieje, że już nie gdy nie zobaczy swojej matki. Poszedłem w strone starego
parku który znajdował się za kościołem i prowadziłem córkę za rączkę. Ona była
taka bystra, tak szybko się uczyła jak jej mama. Usiadłem na ławce i
popatrzyłem się na dziecko, które zrobiło smutną minkę i ledwo co wydukało.
- Ta-to… przy-tu – i tak zrobiłem, spojrzałem w jej oczy które miała po
Erin, to wszystko tak boli, wszystko w domu mi ją przypomina, nadal czuje jej
zapach, jej ciepło.
Pamiętam doskonale jak
zadzwoniła do mnie Amy i powiedziała, że Erin zabrała karetka bo zaczęła
rodzić. Wybiegłem jak głupi ze studia krzycząc tylko chłopakom, że Erin rodzi, a
do nich jak to dotarło to pobiegli za mną. Nie mogłem złapać wtedy taksówki, mało co nie wpadłem pod samochód, ale dodarłem. Jak weszłem do sali zobaczyłem
moją żonę zmęczoną, ale z uśmiechem na twarzy i z miłością w oczach. Trzymała
Paris na rękach, pamiętam że powiedział wtedy do mnie „ Że jest nas teraz
trójka i do końca życia już będziemy razem, że będziemy patrzeć jak nasze dzieci
rosną z każdym dniem”. Jest to jedno z najlepszych wspomnień jakie posiadam
zaraz po oświadczynach.
Nie mogę sobie
wybaczyć, że tyle czasu spędzałem w studiu, a jak już byłem w domu to
zajmowałam się Paris.Nie widziałem jak Erin się wyniszczysz, jak robi się słaba,
uśmiech już nie gościł na jej twarzy za
często.
Najgorsze wspomnienie z
całego mojego życia to środa, kiedy dowiedziałem się że nie żyje. Przyjechała z
Paris do studia kazała mi się ją zająć bo powiedziała, że wzywają ją pilnie do
pracy na początku nie chciałem się godzić żeby Paris została w studiu bo ma
trzy latka i wszystkim się interesuje jeszcze by sobie dziecina jakąś krzywdę
zrobiła. Chciałem zakończyć nagrywanie na dziś i zawieść ja do pracy, ale ona
była uparta zaczęła na mnie krzyczeć i powiedziała, że nie nadaję się do
niczego, żebym zrobił w końcu coś pożytecznego i zajął się dzieckiem,a jej dał kluczyki od auta i tak się stało. Zachowywała się strasznie dziwnie była pod
denerwowana, ręce jej się trzęsły, ale jak zawszy musiała postawić na swoim i
pojechać sama. Godzinę później zadzwonił telefon z policji powiedzieli, że Erin
miała wypadek i jest w szpitalu. Wziąłem Paris, a Slash jak najszybciej zawiózł
nas na miejsce, jednak było za późno lekarz poprosił mnie do gabinetu i powiedział,
że Erin zasłabła prowadząc auto i spowodowała wypadek, a przyczyną zasłabnięcia
było wzięcie dużej ilości leków antydepresyjnych. Miała depresje,a ja nic o tym
nie wiedziałam. Lekarz powiedział że robili wszystko co się dało, ale Erin
umarła w drodze do szpitala.
Teraz siedzę w tym
pieprzonym parku i myślę o tym wszystkim, że zginęła prze zemnie gdybym był
częściej w domu bardziej się nią zajmował, jak bym nie dał jej kluczyków to
tego zjebanego auta to by teraz żyła,siedziałby z mała w ogródku i czekała na
mnie. Później byśmy poszli razem na spacer odwiedzić Sadie i Stevena w ich
nowym mieszkaniu jak to mieliśmy zaplanowane. Wypiłbym za dużo Erin by się wnerwiła i powiedziała że wychodzimy, a ja bym ją przepraszał przez całą drogę
powrotną, a ona by mi wybaczyła. Ale tak się nie stanie, już nigdy. Przynajmniej
mam dla kogo żyć bo w pewnym momencie myślałem o samobójstwie, ale mam Paris,
Amy i zespół nie mógł bym ich tak zostawić tak jak zrobiła to Erin. Kocham ją i
tak już pozostanie.